poniedziałek, 24 września 2012

Koronki i takie tam...


Stało się: zaprzyjaźniam się z moją maszyną coraz bardziej:)))
 Sprawia mi to dużo radości...i nie tylko mnie. Bardzo się cieszę, jak  moje "wypociny" trafiając do nowych właścicieli wywołują na ich twarzach uśmiech.
To w dużej mierze właśnie dzięki zamawiającym powstają nowe moje nowe prace. Wyzwaniem są dla mnie zamówione przedmioty, których nigdy wcześniej nie robiłam. I właśnie takim wyzwaniem był koszyczek na pieczywo dla Pani Aldony - pozdrawiam serdecznie:)
Pani Aldona znalazła mnie przez Allegro i zasugerowała nieśmiało że marzy jej się koszyczek na chleb cały z materiału. Przesłała zdjęcia z podobnymi, ale jednak innymi koszyczkami i z małą obawą zabrałam się do pracy...
Oto on:


Do kompletu uszyłam woreczek:


Powstał jeszcze wianuszek:



A wszystko razem prezentuje się tak:


Bardzo podoba mi się odcień tego fioletu, z reguły kolor fioletowy jest zimny, chłodny w odczuciu, a ten jest bardzo spokojny i jednocześnie ciepły. Koronka tylko podkreśliła jego piękno!!!
Tak mi ten komplet spodobał się, że uszyłam jeszcze jeden i wystawię go na Allegro. Może jeszcze komuś przypadnie do gustu;)

P.S. Bardzo dziękuję wszystkim za odwiedziny i miłe słowa w komentarzach :)))))))))


czwartek, 20 września 2012

Szycia i dłubania ciąg dalszy...


Doła chyba jakiegoś złapałam albo coś  gorszego się przyczepiło do mnie, bo nic mi się nie chce. Ale dalej na nic czasu nie mam!!! Dziwne to...
Siedziałabym tak dalej i użalała nad sobą  gdyby nie miła Pani Ewa (znalazła mnie przez Allegro), która poprosiła mnie o duże poszewki w stylu shabby chic. Miały być to dwie sztuki w kolorze naturalnego lnu i bieli, miała być też koniecznie koronka, a dalej to dowolna moja wizja. Łatwiej powiedzieć, trudniej wykonać, bo o ile Pani Ewa była bardzo miła, to jej entuzjazm i wiara w moje umiejętności trochę mnie przerażała!!!
 Był też problem w postaci materiału w kolorze lnu, otóż miałam go naprawdę garstkę!!! Postanowiłam zdać się na intuicję i zaczęłam sztukować (dosłownie) obydwa materiały.
I oto moje wypociny:


Pani Ewie bardzo zależało, żeby na jednej poszewce był motyw roweru, druga poszewka była dowolna...
Muszę się przyznać (nieskromnie), że efekt końcowy bardzo mnie zadowolił :)))
Żeby pozostać w stylu shabby chic, pokażę jeszcze pudełeczka, które wydłubałam jakiś czas temu.


Pomysł na nie wziął się stąd, że w każdym domu jest pełno "pierdułek" które nie mają swojego miejsca, to teraz już mogą mieć...
Takie pudełka mogą mieć też swoje przeznaczenie np. na biżuterię...



Na dzisiaj myślę wystarczy, lecę teraz domownikom obiad ugotować bo przez moje "dłubanie" dom zapuszczony jest strasznie!!!! Przymilę się trochę:)))
Do następnego...

sobota, 15 września 2012

Komoda po liftingu


Uwielbiam chodzić na targi staroci, ile tam można znaleźć pięknych rzeczy!!! I właśnie, chodząc tak sobie za wszystkim i niczym wpadła mi w oko piękna stara komoda. Ujął mnie jej kształt i przecudne żeliwne okucia.
Nie była duża, ale caluteńka z drewna, zawsze w takim przypadku patrze czy nie ma jakiś mieszkańców, mam na myśli korniki. Jak widzę małe okrągłe dziurki to nie zawracam sobie głowy ceną. Wiem, że na rynku są specjalne preparaty do zwalczania szkodników w drenie, ale człowiek nie ma całkowitej pewności czy zadziała.


No więc moja (pisze moja bo byłam pewna, że ją kupię) komoda była całkiem zdrowa :) teraz wystarczyło zapytać się o cenę. Oglądając ją, miałam oczywiście bardzo niezadowoloną minę (dla niepoznaki), pytam się:
-Panie, a po ile ta szafeczka? (słowo-komoda brzmi bardziej dostojnie)
Pan zmierzył mnie od góry do dołu...( i tu stwierdzam, że chyba za porządnie wyglądałam)  i walnął taką cenę, że szczęka mi opadła!!!!
- Ile???? Za co??? - pytam się
- Za antyk!!! - odpowiada Pan
- Panie, to nie antyk, tylko stylizowane na stare ( mówię z nadzieją, że łyknie), a po za tym lakier podłaził z niej prawie całkiem!!!- I w tym momencie wołam swoją cenę...
... cisza...patrzy się na mnie...(myślę Boże dopomóż)...
... i nagle z nieba kap, kap... deszcz zaczął padać, a że to jest na dworze i nie zadaszone to mój Pan machnął ręką i mówi:
- A bierz Pani, przynajmniej tego na auto nie będę musiał pakować!
Szybko wyciągnęłam kasę z portfela i patrząc na niego prosząco mówię:
- Ale pomorze mi Pan włożyć to do auta?
- Pomogę, pomogę - i dodaje - targować to się Pani umie!!!
- Ja???- pytam niewinnie, ale w tym momencie było mi już wszystko jedno...

Dalej opisywać już nie będę, bo powoli staje się to nudne i przejdziemy do sedna sprawy:)))
Przedstawiam Wam moją komodę po liftingu:




Tak jak pisałam, ujęły mnie w niej żeliwne okucia. Wiedziałam, że jak ją odnowię w stylu Schaby Chic , to okucia będą jeszcze bardziej widoczne. I nie pomyliłam się;)))
To, że tak ładnie prezentują się na komodzie, to duża zasługa mojego Z. To on męczył się przy zdejmowaniu ich do malowania komody, czyścił je i klął przy zakładaniu ich ponownie!!! Za co bardzo dziękuję!!!! Bardzo mi sie podoba ta komoda w stylu shabby chic.
Odnawianie komody zajęło mi 3 tygodnie, zabrałam się do niej z zapałem, ale nie przypuszczałam ile będzie przy niej pracy, te wszystkie zakamarki i nierówności!!! 
Ale myślę, że się opłacało. Efekt oceńcie sami:)))
A teraz szukam dla niej dobrego właściciela!!!!



-

poniedziałek, 10 września 2012

Vintage


Od dłuższego czasu myślałam żeby zmienić coś w moich przedmiotach, które ozdabiałam decoupagem lub napisami w stylu shabby chic. Malowałam je dotychczas farbą w kolorze ecru i dodawałam bądź nie, przecierkę. Malując ostatnio skrzyneczki pomyślałam, że może by je tak potraktować bejcą? Jak pomyślałam tak zrobiłam i dodałam jeszcze napisy. Efekt oceńcie sami :)

 Na początek skrzyneczki np: na domowe szpargały...


...na ukochany wrzos, o tej porze roku najpiękniejszy...


...i na klamoty w kuchni, które są zawsze porozstawiane w różnych kontach. A zebrać je tak do kupy i porządek jest :)


Do kompletu zrobiłam tacę, to dlatego że nie każdy preferuje jasne tace :)))


I cały komplet razem:


Na koniec, zostawiłam do pokazania woreczki na lawendę, które zamówiła u mnie przez Allegro z początku tajemnicza Pani Ola. Pisałyśmy sobie tak na poczcie o wszystkim i o niczym i stwierdziłam, że znalazłam bratnią duszę. Po jakimś czasie przeszłyśmy na ty i wypiłyśmy na to konto moją nalewkę - co prawda wirtualnie ale to zawsze coś!!!
Ola ma niesamowitą łatwość w wyrażaniu słów poprzez pisownię, tyle ile się uśmiałam podczas tych e-maili to chyba przez miesiąc nie osiągnę :) Zresztą możecie się przekonać o tym sami, bo zostawiła po sobie pamiątkę w komentarzach - zachęcam szczególnie tą o wrzosach i dramatach. 
Pozdrawiam Cię Olu serdecznie:)))

A teraz obiecane woreczki na lawendę:


Na życzenie Oli doszyłam koronkę dookoła woreczków, i moim zdaniem koronka dodała tylko uroku.

Tak wyglądały na początku:


Ocenę pozostawiam Wam. 

Do miłego!!!


piątek, 7 września 2012

Decoupage



Wiem, wiem powiecie  „decoupage - a kto o tym nie słyszał?”  Może i nie jestem zbyt oryginalna, ale bardzo lubię tę technikę ozdabiania.  W nowoczesnych mieszkaniach doniczka, szkatułka czy taca wykonane tą techniką dodają bardzo miły akcent. Mam wrażenie, że te akcenty ocieplają te mieszkania, natomiast  domom  urządzonym w stylu angielskim czy prowansalskim dodają uroku i podkreślają ich piękno.

Motywów ozdabiania metodą serwetkową jest cała masa, mnie najbardziej ujęły róże i  lawenda . No i z znowu powiecie „mało oryginalne”, ale tak jest.  Lawendę do ozdabiania używam bardzo często, właśnie pod koniec lata, nie mam pojęcia dlaczego, ale ona kojarzy mi się z jesienią i wrzosami!!! 



 Tacę wykonałam dla przesympatycznej Ilony - zamówiła ją z myślą o swojej mamie (bardzo to miłe), herbaciarka miała iść pod młotek, ale bardzo szybko znalazła nowego właściciela - Iwonkę.
W tym samym czasie, inna równie fajna dziewczyna jak dwie poprzednie, poprosiła mnie o szkatułkę na "pierdułki" dla swojej chrześnicy. 



 Moja przygoda z ozdabianiem przedmiotów zaczęła się dokładnie rok temu. Od baaardzo dawna , miałam na nią chrapkę ale najpierw nie miałam dostępu do klejów,  serwetek i wszelkich mediów potrzebnych do tej techniki, później brak czasu, aż w zeszłym roku szperając na Allegro w przedmiotach z motywem lawendy wpładły mi w oko pudełeczka z tą techniką i przypomniałam sobie jak ładnych parę lat temu kupiłam książkę z myślą o tej technice. Musiałybyście mnie wtedy widzieć 23.00 na zegarze a ja dalej regały z książkami przewalam... Mój Z. się pyta co ja tam robię? a ja na to, że przyszłości szukam. Spojrzał się biedny z politowaniem na mnie, ale na szczęście nic się powiedział. Po dobrej godzinie znalazłam!!! Pół nocy przeszperałam internet, rzeczy potrzebne pozamawiałam i z zapałem po paru dniach zabrałam się do roboty... I tu mój zapał się skończył!!! Ile ja przedmiotów poniszczyłam, ale myślę sobie NIE i dalej próbować zaczęłam... Pomalutku, małymi kroczkami zaczęły mi wychodzić zamierzone efekty :))) Muszę powiedzieć, że BARDZO mnie ten decoupage wciągnął i nawet się polubiliśmy ;)))
ZACHĘCAM WSZYSTKICH DO SPRÓBOWANIA!!!!
A moje efekty oceńcie sami (mile widziane komentarze - nawet te z ostrą krytyką).

środa, 5 września 2012

Moja mała spiżarnia


Jak już wcześniej pisałam szturmem przygotowuję się na długie jesienne wieczory...
Nie tak zupełnie żebym chciała, ale się przygotowuję (przynajmniej się staram). Pomalutku małymi kroczkami od sierpnia obiecałam sobie, że zrobię domowe przetwory. Myślę sobie w wolnym czasie - dam rade. No właśnie, wolny czas, ale gdzie go znaleźć!!! Ale nie poddaje się, chęci mam to i czas pomału się znajdzie, najważniejsze -  pomyślałam żeby było z czego te przetwory zrobić. I chyba w złą godzinę te słowa padły, bo w sobotę dzwoni mama czy nie chcę cukinii na leczo, mówię OK biorę. Łatwiej powiedzieć trudniej wykonać, bo cały czas walczę z komodą (poszła pod pędzel), cały tydzień z nią walczę - dosłownie!
I chcąc nie chcąc w sobotę na dwa gary, leczo robiłam. Na DWA GARY dosłownie bo tyle tej cukinii dostałam, ale co tam zamrozi się. W poniedziałek mama dzwoni - "przyjedź po pomidory" , no to jadę bo co mam jej powiedzieć? Z pomidorami dostałam śliwki, maliny, buraczki i oczywiście pomidory "bo Zuzia tak je lubi" mówi mama, a mnie ktoś spytał czy lubię je przetwarzać???????? I siedzę teraz w kuchni...



Jestem zawekowana na amen!!! 
I mówię  sobie, że miło będzie w jesienne czy zimowe dni otworzyć taki domowy słoik i poczuć ten unikalny aromat lata...
Więc robię i przetwarzam te pyszności z "mamusinego ogródka" i daję domownikom w ten sposób cząstkę lata w zimie :)





 Nowym pomysłem estetycznym w tym roku są naklejki na weki.  Taka już jestem, że jak zrobię coś w domu to staram się, żeby miało to ładną otoczkę. Uważam, że słoików nie trzeba wszystkich wynosić do piwnicy, ale można porozstawiać je na półeczkach w kuchni, dodać ładne "ubranko", a one się nam odwdzięczą i wprowadzą do domu ciepły klimat.
 Ale się rozpisałam! To za sprawą przesympatycznej Pani Oli (pozdrawiam), która miłymi słowami motywuje mnie do większego rozpisywania się :)


Do zobaczenia w następnym poście.



poniedziałek, 3 września 2012

Przyszedł wrzesień, idzie jesień...



Wszystko co piękne, niestety szybko przemija. Wakacje minęły mi w tym roku niesłychanie szybko, najpierw kolonie dziecka, szybka przepierka, kolejne pakowanie, wczasy, szybka przepierka, zakupy do szkoły i …przyszedł wrzesień. No właśnie, a jak wrzesień to i jesień tuż, tuż. Jakoś tak już mam o tej porze roku, że nie mogę obojętnie przejść koło doniczek z wrzosami. Jakiś chochlik w głowie szepce: „kup, kup” i co? kupuję i mam go tyle, że musiałam wyjść z nadmiarem  na balkon. Uwielbiam wrzos i jego przeróżne kolory. Doszło do tego, że miałam problem w czym go wyeksponować, bo przecież co z tego, że robię skrzyneczki na kwiaty skoro "szewc bez butów chodzi". Tak już ze mną jest, że jak zrobię sobie cokolwiek  to od razu przyjdzie któraś z koleżanek i ...sprzedaj - to sprzedaję tłumacząc sobie, że przyjdzie i na mnie kolej. No i mam - guzik! Ale w weekend mówię sobie dość, ja też muszę coś mieć i porobiłam sobie skrzyneczki, ale troszkę w innym wydaniu.


Pomyślałam sobie, że potraktuje je bejcą, dodałam im też "uszy" ze sznura. Dla odmiany - myślę sobie. Dobrze by też wyglądała np. taca czy chustecznik i w wolnej chwili zrobię tak, a później oczywiście Wam pokarze :)

Wrzosów ciąg dalszy:


 I kuchnia dostaje powoli jesienne ubranko...


...i balkon oczywiście:


Pomalutku pododaje małe dynie, trochę liści kolorowych, wianki jesienne się jakieś wymyśli i będę gotowa na zbliżającą się jesień, bo przecież każda pora roku swój urok ma :)


Pozdrawiam wszystkich odwiedzających, ostatnimi ciepłymi promykami słońca.

sobota, 1 września 2012

Takie sobie skrzyneczki

Uwielbiam zgłębiać pasje, a przy okazji odkrywać coś nowego...
Chce Wam dzisiaj pokazać coś innego - a mianowicie skrzynki do wszelakiego użytku.

Na bibeloty...



...i na przydasie



Drugi wariant np. na kwiaty w domu...


(do tej skrzynki dodałam sznurkowe ucha)


...lub na tarasie.


Właśnie wpadł mi pomysł do głowy na inne wykonanie tych skrzyneczek, pędze zrobić ;)))