Doczekałam się...
...nadszedł ten najbardziej wyczekiwany przeze mnie czas w roku...
To jak dla mnie - czas magii.
To czas kiedy wszyscy staramy się być dla siebie mili, czas kiedy otwieramy swoje serca.
Bo grudzień jest magiczny...czas kiedy prawie w każdym domu, dzieci piszą listy do Mikołaja z nadzieją na spełnienie swoich najskrytszych marzeń...
To czas kiedy w naszych domach roznosi się zapach pieczonych ciast i ciasteczek...a potem ten jeden, jedyny dzień w roku, kiedy niejednej osobie łezka poleci z oka...
U nas świeca adwentowa zapalona...pozostaje czekać...i odliczać przy słuchaniu kolęd...
Dla mnie ten miesiąc mógłby trwać wieczność:)
Atmosfera tych 24 dni jest wspaniała. Szkoda, że to co dobre, tak szybko się kończy...
Dlatego proponuję delektować się każdą chwilą. Bardzo pomagają w tym dekoracje świąteczne. Pomalutku i u nas goszczą już czerwienie. W miarę moich możliwości, dodawać będę kolejne "świąteczne czasoumilacze"
Najważniejszy w Adwencie już jest. To stroik adwentowy zrobiony moimi i Zuzy rękoma:)
Przyznam, że miałyśmy dużo frajdy przy nim:)
Tak niewiele potrzeba, żeby zrobić coś miłego dla oka...
Szyszki, mech, troszkę brzozowych gwiazdek, odrobina czerwieni...
Dzięki Ani z bloga "Posolone pomysły" klik mam cudne laseczki świąteczne. Część z nich zagościła w szklanej bombonierze:) Ożywiły troszkę komódkę:)
Jest też domek...podpatrzony u Madzi klik. Kiedy zobaczyłam u niej tą całą świecącą dzielnicę przepadłam!
Oczami wyobraźni widziałam u siebie chociaż jeden...i mam!
Stoi sobie w sąsiedztwie reniferów drewnianych.
Pomału , z czasem będą dochodziły kolejne akcenty świąteczne..
Póki co delektujemy się magicznym czasem***
