sobota, 19 października 2013

Błogi spokój


Na początek chcę Wam bardzo podziękować za tak miłe komentarze pod ostatnim moim postem. Bo, że ja się cieszyłam z wielkich małych przemian to nic dziwnego, ale że Wy tak żywo zareagowałyście na te starocie po mojej przemianie, to już całkiem co innego! Każdy komentarz czytałam po kilka razy:)
DZIĘKUJĘ ♥♥♥

...

A teraz z innej beczki:)
Czy macie czasami tak, że czujecie konieczność "wyhamowania"?
Mnie to spotkało dzisiaj rano...całkiem niespodziewanie. Z reguły jestem bardzo energiczna osobą i mogę góry przenosić, ale moja machina powiedziała STOP.
Miałam zaplanowane malowanie zamówionych drewienek na ten weekend, szycia troszkę też jest, ale rano aż dreszczy dostałam jak pomyślałam o pędzlu i maszynie... Wkurzyłam się i pochowałam wszystko, włącznie z maszyną i deską do prasowania, odgruzowałam chałupę. Obiadek na szczęście miałam od wczoraj (wystarczyło odgrzać), męża wysłałam na zakupy, a ja delektowałam się "nic nierobieniem" ...
Telewizję obejrzałam, na "Przepis na życie" ponownie zerknęłam, z Beatki się pośmiałam, herbatkę pyszna wypiłam...


...i przyszedł Pan Mąż z siatami i


z cudownymi, pięknymi pudrowymi różami.
Boże! Tego mi było potrzeba!!!!
Dostałam takiego powera, że... usmażyłam oponki.


Radość całej rodziny bezcenna:)))
Siedzieliśmy całe popołudnie i zajadaliśmy te złote krążki.


Teraz do Zuzy przyszła jej najlepsza koleżanka, zamknęły się w pokoju z hasłem "PUKAĆ" i chichocą - jak to nastolatki:))) Wysuwają na moment głowy jak idą po kolejne oponki:))) A my? Siedzimy w salonie na kanapie i z uśmiechem na ustach słuchamy tych wesołych odgłosów, od czasu do czasu patrząc na siebie - mąż ze zdziwieniem, a ja ze zrozumieniem. Tylko my kobiety zrozumiemy ten etap u rozchichotanych nastolatek. Wszak każda z nas przeszła ten etap w życiu:)))

Życzę Wam i spokojnego wieczoru i miłej niedzieli!!!

Dla zainteresowanych przepisem na oponki odsyłam na mój post z maja klik.

czwartek, 17 października 2013

Mój słaby punkt...

Znacie moją słabość do staroci, prawda?
Wiecie, że uwielbiam znosić do domu przeróżne "nikomu już nie potrzebne" przedmioty?
Przekonałyście się już nie raz, że zawsze z takich targów wracam z niezłym łupem:) A jaka satysfakcja jest jak kupie "to coś" za okazyjną kwotę! Uwielbiam to uczucie, buzia mi się śmieje...i od razu te pomysły skaczące po głowie, jak piłeczka z bajki "Pomysłowy Dobromir". I te jęki moich bliskich kiedy pokazuje moje "zdobyczne" z okrzykiem satysfakcji:)))
Te najczęściej występujące to:
- " Gdzie Ty to zmieścisz???" - mój Pan Mąż
- " O rany znowu staroć" - moja córuś kochana - bestia która potrafi podciąć mi w tym momencie skrzydła:))) Zuza zawsze w takim wypadku powtarza, że jej dom będzie "cały nowoczesny!!!". Jakby teraz w muzeum mieszkała!
Ale co tam! W nosie mam ich gadania, bo zawsze po przeróbce moich łupów mówią, że wygląda super. Ha!
A poza tym, dom z takimi przedmiotami ma swój klimat. One mają duszę, a połączeniu z nowymi rzeczami (bo takie też mam) dają piękny efekt.
I znoszę co mi w oko wpadnie. Jakiś czas temu chodząc tak sobie po naszym ryneczku, spoglądając na wszystko i na nic...moje oczy wypatrzyły CUDO!!!


Już widzę Waszą reakcję! Hi hi... Ale ja już widziałam "to" po przeróbce:)
Są to bardzo stare kinkiety, zardzewiałe i bez kabli. Mój Pan Mąż zawału mało nie dostał jak zobaczył co przyniosłam:))) Ale dzielnie mi pomagał przy nich. Usunął na moje życzenie metalowe części w które się wkręcało żarówki, podpiłował, podokręcał, ja z kolei pomalowałam, poprzecierałam i...


...mam cudowne świeczniki!!!! Na razie wiszą w przedpokoju, ale nie mam jeszcze dla nich miejsca na stałe. W planach mamy malowanie salonu, to może tam "zawisną"? Sama jeszcze nie wiem...
 Ale są śliczne!!! Nie mogę się na nie napatrzeć:)))
I pomyśleć, że dałam za nie 10,00!!!


To nie wszystko, z moich zakupów. 
Od zawsze podobały mi się lampy na drewnianej nodze. Owszem są w sklepach, ale ich ceny powalają!
Wiosna wypatrzyłam na starociach jedną taką podstawę za 5 zł. Ja do salonu potrzebuję dwie sztuki i dlatego chciałam ją dać do Zuzy pokoju, ale "nowoczesna" Pani nie wyraziła zgody. I tak leżała sobie na półce, nie przerobiona i czekała nie wiadomo na co. Aż dnia pewnego wypatrzyłam dla niej towarzyszkę:) 


I od razu wzięłam się za przeróbkę. Było trochę roboty, zdzierania, szlifowania, ale opłacało się.
Mam teraz w salonie dwie cudowne lampy. Jedna już może dostrzegłyście, przy robieniu sesji z ptactwem?
Wiem, że jedna osoba zwróciła na nią uwagę:)


Druga stoi na komodzie przy kanapie, ta jest częściej zapalana.
I pomyśleć, że za wszystkie te rzeczy zapłaciłam 20,00 zł!!!
Myślę, że to te niskie ceny są zasługą milczenia mojego Z. :)))
Ale co mam zrobić, kiedy nie umiem przejść obojętnie koło ładnych rzeczy???
To taka moja słabość...

piątek, 11 października 2013

♥♥♥ bo fajnie być kochanym ♥♥♥

O ileż piękniejsze życie może być, jeżeli dzielimy je z bliskimi...
Pusty byłby ten świat bez miłości. 
Bo miłość daje niezłego powera:) 
I to poczucie ogromnego szczęścia, radości i bliskości z drugą osobą...
Dla podkreślenia tych słów powstały poduszki z bardzo miłymi hasłami, na zamówienie przesympatycznej Pani Kamili. To miał być prezent dla bliskiej osoby:)))





Przyznacie, że fajne hasełka???
Świetny pomysł miała Pani Kamila. Poduchy z pewnością wylądują i na mojej kanapie - tak na wszelki wypadek gdyby mojemu Panu Mężowi coś się zapomniało:)))


"Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości"
Paulo Coelho

czwartek, 3 października 2013

Troszke szcześcia i...

Jak sam tytuł posta wskazuje dopisało mi szczęście:)
Dawno nic nie wygrałam w żadnym candy, aż tu nagle siedząc sobie na wczasach sprawdzam pocztę i czytam, że KTOŚ mi gratuluje wygranej.
 Szok! 
O co chodzi???? - myślę sobie.
Okazało się, że wygrałam candy u Moniki na blogu HOMEabout
Pisze dopiero dzisiaj o tym, bo najpierw Monika była na wyjeździe, a potem "tworzyły" się moje cuda...no a potem była euforia...zresztą zobaczcie same:)


To cudowne, ceramiczne serce urzekło mnie w momencie kiedy je zobaczyłam u Moniki na blogu, ale wówczas nie miałam pojęcia jakie jest duże!!!


Po byku - prawda???
Byłam w szoku, jak je wypakowałam:)))
Do serca dostałam też cudowną girlandę!!!
Na dzień dzisiejszy jest schowana i czeka na letni sezon na balkonie:)))
Zdjęcie girlandy jest autorstwa Moniki. Zajrzyjcie do niej koniecznie, dziewczyna tworzy cuda!!!

***

Było trochę szczęścia, a teraz trochę moich prac:)
W poprzednim poście pokazywałam poszewki z rogaczami i ptactwem. 
Pisałam, że myślę o wilkach i...


...co Wy na to?
Takie sobie wyjące wilczki mam:)))
A teraz lecę na wywiadówkę do Zuzki...
PA!!!