środa, 8 maja 2013

Mam!!!

Mam!!! doczekałam się...
Jest piękna i MOJA!!!!!!!!!
Przedstawiam Wam:


MOJA PIECZĄTKA:)))))))

Marzyła mi się od dawna, ale - właśnie zawsze było jakieś "ale". Ale nie teraz...ale jak ma wyglądać?...ale...
I w weekend majowy pogoda nie dopisała u nas kompletnie, snułam się po domu z kąta w kąt i olśnienie "jak nie teraz to nigdy"
Internet poszedł w ruch, główka popracowała, mąż mój projekt z głowy przerysował na papier, e-maila wysłałam, pani miła zamówienie przyjęła...i właśnie przyszła:))) 
Drżącymi rękoma odpakowywałam paczkę, jak dziecko w dzień Wigilii, serce waliło, i...mam swoją własną pieczątkę, taką o jakiej marzyłam od dawna...
Jest piękna, jest cudna, jest MOJA!!!!!
Teraz każda rzecz, która wyjdzie spod moich rąk, dostanie metkę z pieczątką:)))



Metek narobiłam czekając na pieczatkę. W ruch poszła nitownica, sztywne kartki, sznurek, nożyczki i wyszły metki.


Takie delikatne, takie jakie zawsze mi sie marzyły...


Niewielkim kosztem sprawiłam sobie tyle frajdy!!!
No mówię Wam siedzę sama w domu i buzia mi się śmieje od ucha do ucha.
Zuzka zaraz przyjdzie ze szkoły i powie, że matka na haju:)))
Już widzę jej to spojrzenie tak wiele mówiące ...
Pan Mąż też się będzie śmiał, tylko różnica jest zasadnicza: że ja z metek a on ze mnie:)
Ale co mi tam...niech się śmieją z czego chcą byle humor wszystkim dopisywał!!!
Ach...patrzę sobie na nie i powiem Wam, że pękam z dumy ...


Pomęczyłam Was trochę tymi zdjęciami, ale musicie mi wybaczyć kochane:)))
W sumie to dzisiaj miałam pisać o czym innym, a ten post powstał pod wpływem chwili, dlatego taki chaotyczny - wybaczcie:)))

Cieszcie się ze mną kochane!!!!

niedziela, 5 maja 2013

A miało być tak pieknie...

 Jak tam dziewczynki po majówce?
Wypoczęte? Baterie naładowane?
Pewnie było by lepiej gdyby nie ta pogoda...
Takie upały miały być! 
I co?
Moje plany na te wolne dni nie wypaliły. Pogoda nie dopisała i w sumie siedzieliśmy w domu. Lało u nas jak z cebra! Dzień w dzień...Doszło do tego, że musiałam uciekać z pelargoniami pod dach bo by się utopiły od tej ilości wody!!! Te które były pod dachem pięknie rosną, ale te na barierkach...coś mi się wydaje, że długo będą dochodzić do siebie.
Żeby zabić nudę, ale też i dla "pypcia" w piątek zrobiłyśmy z Zuzą oponki. Powiecie, że zwariowałam bo to są słodkości karnawałowe, ale pogoda w tym roku tak szaleje, że wszystko uchodzi. Nawet majowe oponki:))) 


No tak nam się jakoś ich zachciało, że powstał niezły stosik pyszności:)))
Chętnych na nie było wielu. Znikały w zastraszającym tempie. Jedni posypywali cukrem pudrem a inni woleli saute:)))

Chętnie podzielę się z Wami przepisem. Długo nie mogłam trafić na fajny przepis, aż do momentu kiedy koleżanka dała mi ten. Ciasto zarabia się w dwie minuty, a radość rodziny jak pałaszują te złote krążki...bezcenna. Warto ręce upaćkać po łokcie:)))

OPONKI

1/2 kg sera białego
1 szkl cukru
250 ml kwaśnej smietany
ok 1 kg mąki
3 całe jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżeczki sody
1 łyżka spirytusu lub wódki
Olej do samżenia

Jajka ubijamy z cukrem ( nie musi być dokładnie), następnie palcami kruszymy ser i dodajemy śmietanę - wymieszać to łyżką (nie przejmować się krupami od sera). Dodajemy mąkę, proszek do pieczenia, sodę i spirytus. Z mąką ostrożnie, ciasto lepiej żeby się lepiło do rąk, niż żeby było za twarde. Ciasto wałkujemy na mniej więcej 0,5 cm i za pomocą szklanki i kieliszka wykrawamy krążki. Smażymy na złoty kolor z dwóch stron.

Smacznego!!!



środa, 1 maja 2013

Wyszło jak wyszło...


Tematem dzisiejszym będą poduchy.
Bo kto ich nie lubi?
Fajnie mieć je zawsze pod ręką, a raczej pod plecami:)
Ale oprócz zalet użytkowych, mają też walory estetyczne. Bardzo lubię różnego rodzaju poduchy na kanapie czy fotelach. Taki zdrowy misz-masz dodaje klimatu mieszkanku...
Widać, że obecnie królują poduchy z napisami. Pozwalają mi tak sądzić zamówienia, które spływają z różnych stron Polski, a i z Europy też się zdarzają:)
W ostatnim czasie powstały takie oto poszewki:





Tak sobie teraz myślę, że przydałoby się i u mnie wymienić poduchy na kanapie w salonie...hmm...ale jak to mówią "dzieci szewca boso chodzą" . To powiedzenie pasuje do mnie idealnie! Coś trzeba z tym zrobić...
Ale kiedy ja znajdę na to czas?
Ale do rzeczy! Beatka ze Smaku życia zamówiła u mnie też kolorowe poszewki. Miały być w fiolecie i w delikatnym różu. Pomyślałam, podumałam i wyszło jak wyszło...ocenicie same (mam nadzieję przychylnym okiem)




Z resztek materiałów wyszły serca. Myślę, że zawsze znajdzie się w domu miejsce gdzie można je powiesić.
U mnie wiszą w różnych miejscach: w oknie kuchennym, w przedpokoju przy lustrze, w salonie przy każdej lampie i wiecie co? Wcale nie jest ich za dużo, wręcz przeciwnie, dodają uroku każdemu kątkowi:)))


Zmykam dziewczynki, bo mąż spoił mnie piwem, a że mam głowę jaką mam to wszystko mi się plącze...
W upojeniu alkoholowym jestem baaaardzo ekonomiczna. Parę łyków i ...mogę iść spać. Tak na mnie działa alkohol.

Słoneczka nam wszystkim życzę w tą majówkę:)))
(takie upały zapowiadali...)

Wyniki candy!!!!

I przyszedł sądny dzień dla wszystkich Was które brałyście udział w moim candy:)))
Ilość chętnych do nagrody przeszło moje oczekiwania.
79 osób!!!
Bardzo Wam dziękuję, za chęć udziału w mojej zabawie.
Poznałam też wiele ciekawych blogów, z którymi zawarłam bliższą znajomość.
Mam nadzieję dziewczynki, że zostaniecie ze mną na dłużej:)))
Do każdej z Was starałam się zajrzeć chociaż raz, ale nie do wszystkich mogłam się dostać. Pomimo wielu prób, dostęp do niektórych blogów był niemożliwy - niestety.
Ale do rzeczy! 
Tym razem zdecydowałam się zaprosić do losowania komputer, jakoś tak dla mnie jest to bardziej wiarygodne.


Numerek który wygrał to cyfra 34.
Osoba która zapisała sie pod tym numerkiem to:

Danuta Bochenek z bloga Moje hand made
GRATULUJĘ KOCHANA!!!!

Napisz proszę do mnie e-maila z adresem wysyłki :)))

A Wam wszystkim jeszcze raz dziękuję za udział w zabawie i w niedługim czasie zapraszam na rocznicowe candy:)))

MIŁEJ MAJÓWKI WAM ŻYCZĘ!!!